See Bloggers 2017

Można powiedzieć, że rok temu zaspałam, ale tym razem postanowiłam, że nie odpuszczę i napiszę relację z See Bloggers 2017. Zapraszam Was po garść informacji o tegorocznym spotkaniu blogerów. Będzie też trochę prywaty, polecane miejscówki w Trójmieście i sporo zdjęć.

Złe dobrego początki

Wraz z grupą siostrzanych blogerek, a dokładniej kocham_gluten (klik), port_monetka (klik), makeup_patrol (klik) przyjechałyśmy do Gdyni już w piątek w południe, aby cieszyć się wakacjami, morzem, plażą i słońcem… którego nie zastałyśmy. Przywitała nas za to ulewa, ostry wiatr i wyprzedaże, dzięki którym udało się przetrwać ten dzień bez kichania i leżenia pod kołdrą. Pierwsze kroki skierowałyśmy w stronę Skweru Kościuszki, gdzie naszym głównym celem było znalezienie smacznej rybki w dobrej cenie. Udało się! Jeśli chcecie zjeść dużo dobrego za mało pieniędzy, wpadajcie do knajpki „U Kaszuba”, gdzie mogę polecić smażonego dorsza z frytkami i zestawem surówek. Może nie jest fit, ale raz w roku warto zaszaleć. W piątek zdążyłyśmy jeszcze zobaczyć port, piękne miejsce z parasolkowym sufitem, gdzie pasowałyśmy jak nikt inny, technologiczny Infobox oraz moje ulubione miejsce – plażę i molo w Gdyni Orłowo. Tego dnia zdołałyśmy się także zarejestrować na wydarzenie, dzięki czemu udało się dłużej pospać w sobotę. W Pomorskim Parku Technologicznym zastałyśmy przygotowania do festiwalu, które wzbudziły w nas mnóstwo ekscytacji. Nie mogłyśmy doczekać się następnego dnia. Miłym detalem był napis ułożony w oknach budynku, który zobaczyłyśmy dopiero zmierzając na przystanek. „Let’s See Bloggers” sprawiło, że poczułam się ważna i mile widziana w tym pięknym mieście. Wspaniały gest!

Sobota na pełnych obrotach

21 lipca, sobota to pierwszy dzień największego w Polsce spotkania twórców internetowych – blogerów, influencerów, youtuberów. Tego dnia mogliście spotkać w Gdyni około 1500 ludków z internetu. Ilość ta była odczuwalna podczas festiwalu. Już rano, przekraczając próg Parku Naukowo Technologicznego, miałam wrażenie, że jest nas znacznie więcej niż w roku ubiegłym. Swój pierwszy festiwalowy dzień zaczęłam od prelekcji Piotra Buckiego, na którą czekałam rok, będąc pod wrażeniem tej z 2016 roku. „Piszę co dwa dni i co z tego wynika. Czego dowiedziałem się o sobie, świecie i hackerach” – to była świetna rozgrzewka przed następnymi atrakcjami i uczta dla słuchacza. Przyznam szczerze, że nie udała mi się rejestracja na warsztaty w tym roku. Jako food/fit blogerka załapałam się tylko na jedne warsztaty pasujące do tematyki bloga. W przyszłym roku obiecuję poprawić ten wynik. Nie mogę jednak narzekać, że zajęcia, w których uczestniczyłam były nudne, czy zupełnie nieprzydatne. Wręcz przeciwnie, były bardzo inspirujące! Zaraz po prelekcji, wybrałam się na spotkanie z Mają Sablewską i marką GOSH, w ramach warsztatu – „Tajemnice #PEWNOŚCI efektu GOSH Copenhagen oraz kreowania wizerunku. Mówiliśmy o pewności siebie i o tym jak pokazywać wizerunek w internecie, by pozostać sobą. Następne warsztaty, w jakich uczestniczyłam również były częścią Strefy Beauty, tzw. Strefy Kobiet. Było to spotkanie z dermatologiem i przedstawicielem marki Pharmaceris, a rozmawialiśmy o włosach. Było to dla mnie o tyle owocne, że oprócz wiedzy o włosach i problemach z włosami, fartem załapałam się na badanie trychologiczne, które faktycznie było mi potrzebne. Następne warsztaty były dla mnie nowością. Niewiele mam wspólnego z urządzaniem wnętrz, ale „Ręczne tworzenie plansz moodboardowych” z Make Home Easier rozbudziło moją wyobraźnię i dało mnóstwo inspiracji do tworzenia, tak po prostu. Dzień na festiwalu zakończyłam panelem dyskusyjnym na scenie głównej – „Czystość reklamowa w blogosferze” z udziałem Elizy Wydrych – Strzeleckiej (Fashionelki), Radzkiej, Mr Vintage i Style Digger. W czasach, kiedy mało wartościowa treść reklamowa zalewa nas z każdej strony, spotkanie pomogło mi zwrócić uwagę na to, co w byciu influencerem jest ważne i po prostu fair.

Przygotowania do imprezy wieczornej

Zaraz po panelu dyskusyjnym wyruszyłyśmy w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia, tak żeby było smacznie, a jednocześnie szybko, bo trzeba było zarezerwować czas na makijaż i dobieranie stylizacji na wieczorne wyjście. Nasz wybór padł na Czerwony Piec (Starowiejska 40, Gdynia). I mogę Wam szczerze powiedzieć, że to najlepsza pizza jaką jadłam w życiu. Podczas całego wypadu odwiedziłam ten lokal 2 razy i miałam okazję próbować aż 6 smaków pizzy. Na ten moment do moich faworytów należy margherita, cotto i quattro formaggi. Ta ostatnia najbardziej zapadła mi w pamięci, bo pierwszy raz jadłam pizzę z ricottą, była niesamowita! Po doładowaniu baterii przy pysznej pizzy, przyszedł czas na makeup. Sama nie dałabym rady. Na szczęście mogłam liczyć na niezawodną, utalentowaną i profesjonalną makeup_patrol (klik), która wyczarowała na naszych buźkach wspaniałe makijaże. Ubrane w rockowym stylu, bo taki był temat imprezy, wyruszyłyśmy na imprezę, licząc na to, że wytańczymy się i poznamy wielu nowych ludzi. Niestety, tegoroczna impreza była słabym punktem Festiwalu. Niemalże pusty parkiet, mało taneczna muzyka i zamykanie się ludzi w małych grupkach zniechęciło nas do imprezowania. Może w przyszłości warto by było w jakiś sposób animować imprezę, tak byśmy faktycznie mieli okazję się poznać? Czasem potrzeba jakiegoś bodźca, który zachęci ludzi do zabawy. Tego wieczoru opuściłyśmy PPNT wcześniej i wybrałyśmy nocny spacer po Gdyni.

Niedziela dla food blogera

Na niedzielę czekałam najbardziej. To właśnie tego dnia wzięłam udział w warsztatach kulinarnych z marką Siemens i szefem kuchni Joseohem Seeletso. Było zupełnie tak jak w opisie spotkania – kreatywnie i z pasją! Zaczęliśmy od krótkiej rozgrzewki niczym przed zajęciami wf i krótkiej lekcji, o tym jak postępować z awokado (mega przydatne dla mnie!). Później zabraliśmy się za gotowanie. Wspólnymi siłami przygotowaliśmy tatar z łososia w zaprawie z oliwy truflowej i sosu rybnego oraz imbiru. Podawaliśmy go przystrajając talerz awokado, kiwi, pomidorkami i rzeżuchą. Efekt końcowy możecie zobaczyć na zdjęciu, ale nie oddaje to niesamowitego smaku potrawy. Tego dnia postawiliśmy na leniwe, niedzielne gotowanie. Dlatego, żeby się nie przepracować, przygotowaliśmy także zapiekankę rodem z RPA. Mowa tu o bobotie z mięsa wołowego, którą po warsztatach wspólnie zajadaliśmy z foremki. Nie obyło się bez strat, pociachany przy krojeniu marchewki palec wymagał spotkania z panem ratownikiem i założenia plasterka. Poza tym małym wypadkiem, który i tak przyniósł wiele śmiechu, było cudownie. Aromatyczną zapiekankę powtórzyłam w swoim domu, gdzie zyskała samych zwolenników. A ja przekonałam się, że gotowanie to jest właśnie to, co sprawia mi największą przyjemność (nie licząc jedzenia!). W przyszłości chciałabym częściej brać udział w tego typu warsztatach, poznawać nowe smaki i ludzi z taką pasją jak ja.

Edukacja przede wszystkim, markom też należy się kilka słów

Pozostały czas jaki mi pozostał po warsztatach kulinarnych postanowiłam poświęcić na naukę i wycieczkę po stoiskach, jakie przygotowały marki. Miałam okazję wysłuchać paneli dyskusyjnych z wyjątkowymi gośćmi. Tego dnia wybrałam panel z udziałem Agnieszki Jastrzębskiej, Martina Stankiewicza, Magdy Grzebyk (Krytyka Kulinarna), Kamila Sokołowskiego – BrandBuddies oraz Angeliki Zając (Andziaks) prowadzony przez Malwinę Bakalarz z Bakusiowo – „Na czym budować swoją popularność? Czy w dzisiejszych czasach zostaje nam już tylko kontrowersja?”. Najbardziej wyczekiwanym przeze mnie panelem na See Bloggers był jeden z ostatnich, w jakim uczestniczyłam, czyli „Siła Kobiet na polskim YouTube”. Fajnie było zobaczyć na jednej scenie Red Lipstick Monster, Szparagi i Paulinę Mikułę (Mówiąc Inaczej), które śledzę od lat. Dziewczynom towarzyszyła cudowna Ania Zając, organizatorka festiwalu, która sama rozpoczęła niedawno przygodę z video. Świetnym wyborem była prelekcja przeprowadzona przez Alabasterfox, gdzie rozmawialiśmy o Instagramie i zmianach jakie wstrząsnęły naszym instagramowym światem. Mam nadzieję, że ta wiedza pomoże mi przetrwać w tych trudnych dla nas czasach. Muszę również pochwalić stoiska, jakie przygotowały dla nas marki. Nie potrafię wymienić wszystkich, ale aktywności i profesjonalistów było tak wiele, że nie mogliśmy się nudzić. Liczne porady kosmetyczne, konkursy i zabawy wzbogaciły to wydarzenie i z pewnością były na bardzo wysokim poziomie. Zrobiły na mnie większe wrażenie niż w roku ubiegłym.

Choć osobiście żałuję, że podczas wydarzenia nie skupiłam się bardziej na swojej dziedzinie oraz nie jestem zbyt zadowolona z imprezy wieczornej, nie ma błędów, których nie można naprawić! Na pewno będę się starać o udział w festiwalu w przyszłym roku i mam nadzieję, że znów będzie to niesamowite i rozwijające spotkanie ludzi pełnych pasji. Dziękuję organizatorom za takie możliwości, profesjonalizm i świetną zabawę!

Byliście w tym roku lub wcześniej na SeeBloggers? Jak Wam się podobało? Zostawiajcie linki do swoich relacji 🙂 A może polecicie mi inne festiwale i konferencje dla blogerów?

Jeśli się podobało, podaj dalej:

To też może Ci się spodobać